Wspomnienia siatkarskie, czyli gdzie byłam i komu kibicowałam


   Pierwsze mecze siatkówki oglądałam całkiem niedaleko mnie, w Jarocinie. W 2011 i 2012 roku. Za pierwszym razem był to niecały jeden dzień turnieju. Rok później wybrałam się w obydwa dni, ale na mecze poranne. Wtedy też poznałam Grzesia i początkowo nie sądziłam, że mieszka tak blisko. W '11 kibicowałam zespołowi z Łodzi,a rok później Muszynie. Nie będę ukrywać, za drugim razem jechałam po zdjęcie z Pauliną Maj - udało się.





2013 rok rozpoczęłam w Łodzi. Dzień przed urodzinami, na meczu Skry z Arkasem Izmir. Był to pierwszy mecz, w którym na żywo oglądałam Michała Winiarskiego. I tak, kibicowałam wtedy Skrze. Od stycznia musiałam czekać do września, na kolejny mecz. Piątek trzynastego pechowy? W tamtym roku wcale taki nie był. Wręcz przeciwnie, pierwsze zdjęcie z siatkarzem. W tym roku także wraz z Grzesiem pojechałam na turniej do Szamotuł, który przeszedł do historii, a pamiętny jest przez opóźniony pociąg, wypchany po brzegi, niezbyt fajny zapach i bieg na pociąg przesiadkowy. Kibicowałam wtedy Atomowi i Dąbrowie. Był to też rok pierwszego SuperPucharu w Poznaniu, gdzie spotkała się Resovia z Zaksą. Ściskałam kciuki za Rzeszów. Pamiętny brak światła. Rok zakończyłam 1 grudnia we Wrocławiu, na mecz Impela z Chemikiem. Kibicując gospodyniom. Pierwszy raz spotkałam się wtedy też z Natalią.


W kolejnym roku musiałam do marca czekać na mecz. Ale jaki!  7 marca 2014 roku pierwszy raz wyruszyłam do Jastrzębia-Zdroju na mecz miejscowego zespołu z Czarnymi Radom. Chyba nie trzeba mówić, komu kibicowałam? Następny mecz, na jakim byłam odbył się we Wrocławiu. Był to jeden dzień eliminacji do Mistrzostw Europy, a swoje mecze rozegrały wtedy Słowenia z Łotwą i Polska z Macedonią. Wtedy jeszcze nie sądziłam, że polubię Słowenię. Kibicowałam Polakom. Na kolejny mecz, a właściwie mecze także udałam się do stolicy Dolnego Śląska. Tym razem celem były Mistrzostwa Świata, połowa meczu Kanada - Finlandia(przez korki na autostradzie) i Rosja - Kuba. Nie mam pojęcia, komu wtedy kibicowałam. I choć kibicem Skry nie jestem, znów skorzystałam w Super Pucharu w Poznaniu, gdzie tym razem spotkała się Skra z Zaksą. I znów nie wiem, za kim byłam. Może była to Skra, bo Winiarski wrócił? A może to był ten mecz, gdy mówiłam, że kibicuję Miśkowi, a nie Skrze? Na mojej siatkarskiej mapie po raz kolejny pojawiła się Łódź, tym razem z meczem Skry i Resovi. Zdecydowanie kibicowałam wtedy Resovi i pamiętam, że Magiera mówił, że wszyscy kibice mają wstawać, przy ostatnich akcjach, więc buntowniczo siedziałam na krześle. I wracając z meczu wymyśliłam, że to chyba czas wrócić do Jastrzębia-Zdroju, gdzie pojawiłam się 28 grudnia na meczu z Resovią. Tym razem nie kibicowałam Resovi, jak miesiąc wcześniej. Jastrzębski Węgiel ponad wszystko. Rok zakończyłam jednak 30 grudnia we Wrocławiu, na mecz Impela z Chemikiem. Standardowo - będąc kibicem Impela.


   2015 rok rozpoczęłam od meczu w Jastrzębiu-Zdroju, 7 lutego, gdy miejscowi mierzyli się z Transferem Bydgoszcz. I choć jechałam na mecze ulubionych zespołów z myślą, że złamię mi się serce, świetnie się bawiłam, a serce wybrało jednak pomarańczowych. Na następny mecz wróciłam znów do Jastrzębia-Zdroju, na drugi mecz o brązowy medal ze Skrą Bełchatów. Choć przegrany, powtarzałam, że rywalizacja nie zakończy się w Bełchatowie.... Bo w Bełchatowie też byłam, kilka dni później. I świetnie się bawiłam, gdy Jastrzębie wygrało. Pierwszy raz w sierpniu oglądałam też siatkarskie mecze w Kaliszu, gdzie odbył się turniej Ligi Europejskiej. Dwa dni, siatkarki i siatkarze, było przyjemnie. I kibicowałam Polsce, żeby nie było. Niespełna tydzień później pojawiłam się w Wałbrzychu na półfinałach Ligi Europejskiej Mężczyzn. Pechowo dla mnie, Polacy zmierzyli się ze Słoweńcami, którzy wygrali. Wróciłam jednak wtedy z treningową koszulką reprezentacji Słowenii. Po dwóch latach w końcu wróciłam do Szamotuł, kibicować Impelowi i Dąbrowie Górniczej. 24 października pojechałam też na pierwszy mój Memoriał Arka Gołasia w Murowanej Goślinie, wspierając Jastrzębski Węgiel, chociaż grał wtedy z Łuczniczką Bydgoszcz. Po raz trzeci odbył się też w Poznaniu Super Puchar pomiędzy (Lotosem) Treflem Gdańsk i Resovią Rzeszów. Być może oglądałam wtedy mecz, bo nie przypominam sobie, kogo wtedy wspierałam. 5 grudnia wybrałam się jeszcze ponownie do Jastrzębia - Zdroju, złamać sobie trzeci raz w ciągu roku serce meczem Jastrzębia z Bydgoszczą.



  Urodzinowy weekend spędziłam w 2016 roku na Dolnym Śląsku. 22 stycznia razem z Natalią byłam w Lubinie na meczu Cuprum z wtedy jeszcze Politechniką Warszawską. Raczej kibicowałam tym pierwszym. 24 stycznia, w dniu urodzin po raz kolejny obejrzałam we Wrocławiu mecz Impela z Chemikiem, tutaj też bez zmian, Impel był klubem, za który trzymałam kciuki. Na kolejny siatkarski weekend czekałam do 2-3 kwietnia, kiedy to w Kaliszu odbył się finałowy turniej Pucharu Polski. Atom walczył, kibicowałam, nawet w czasie finału z Klubem Kibica, ale to nie wystarczyło, by nadmorski zespół wygrał. 23 kwietnia, 11 dni do matury? Mam się uczyć? Nie mam mowy! Kierunek - Jastrzębie- Zdrój, mecz z Warszawą. Pamiętne zdjęcie z Michałem Filipem i późniejsze pozdrowienia na jego profilu na instagramie. Po maturze, już na spokojnie, w czerwcu po raz pierwszy pojechałam na mecz Ligi Światowej do Łodzi. Dopiero we wrześniu wróciła siatkówka i to w Jarocinie. Miło, gdy zamiast prawie 300 kilometrów na meczu ulubionego Jastrzębskiego Węgla jadę niecałe 25. Dokładnie tydzień później pojechałam do Murowanej Gośliny oglądać Bartka Kurka. Żartuję, bilety miałam chyba przed ogłoszeniem turnieju w Jarocinie. Wspierałam Łuczniczkę Bydgoszcz.  Później były tylko dwa mecze pierwszoligowe w Kaliszu siatkarek. 



   Przyszła i pora na szalony siatkarsko rok 2017. Rozpoczęty 7 stycznia w Jastrzębiu-Zdroju meczem z AZSem Częstochowa. Tydzień później był Wrocław, by kibicować jak się okazało JW w Pucharze Polski. Kolejny mecz w Łodzi, Budowlane Łódź - Chemik Police. To było w marcu, a w czerwcu, między zaliczeniami była moja druga Liga Światowa, w... Łodzi. Na kolejny mecz czekałam do 26 sierpnia w Krakowie, jechałam tam dla Słoweńców. Dokładnie tydzień później znów odwiedziłam Kraków, aby obejrzeć półfinały i dobrze się bawić.  Nie potrafiłam też przepuścić okazji, by obejrzeć w Murowanej Goślinie meczu Jastrzębia, dlatego pojawiłam się tam po raz trzeci w życiu. 28 października mieliśmy jechać na mecz do Wrocławia, a skończyliśmy z Grzesiem w Jelczu-Laskowicach. W listopadzie pojechałam do Kalisza na mecz siatkarek z Wieliczką. Nie odpuściłam też wyjazdu do Warszawy, a jakby inaczej, na Jastrzębski Węgiel. ]


   A 2018 rok rozpoczęłam w Gdańsku na meczu w Ergo Arenie! Wszystko w tym roku dopiero przede mną! Ściskałam kciuki za Trefla Gdańsk, który grał tego dnia ze Skrą Bełchatów.  Na kolejny mecz czekałam do 24 lutego, kiedy to wraz z Natalią u której spędzałam weekend we Wrocławiu, wyruszyłam do Jastrzębia-Zdroju, gdzie kibicowałam gospodarzom w meczu z Indykpolem AZSem Olsztyn. 29 kwietnia w Kaliszu obejrzałam mecz o barażowy mecz w Lidze Siatkówki Kobiet, gdzie górą okazały się siatkarki Legionowa. 
   Na kolejne mecze czekałam do czerwca. 2 dnia szóstego miesiąca tego roku w Łodzi obejrzałam mecz Polska - Chiny, a po nim Francja - Niemcy. Kolejnego dnia pojawiłam się też na meczu Polska - Niemcy.


  • Jastrzębie-Zdrój -  8 wyjazdów
  •  Łódź - Atlas Arena - 5 wyjazdów
  •  Poznań - Arena - 3 wyjazdy
  • Kraków - Tauron Arena - 2 wyjazdy
  • Wrocław - Hala Stulecia - 3 wyjazdy, Hala Orbita - 3 wyjazdy 
  • Murowana Goślina - 3 wyjazdy
  • Kalisz - Hala Arena 
  • Jarocin
  • Szamotuły
  • Wałbrzych
  • Bełchatów
  • Lubin
  • Warszawa - Torwar
  • Gdańsk/Sopot - Ergo Arena
  • Jelcz-Laskowice

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz