czwartek, 31 maja 2018

Wspomnieniami pisane, czyli meczowe wyjazdy w maju

     Okazuje się, że maj był istnie piłkarskim miesiącem od 2013 roku. Tylko w 2014 roku nie pojawiłam się wtedy w Poznaniu na meczu Lecha. Polubiłam już chyba cykl meczowych wyjazdów w danym miesiącu, bo mogę się przekonać gdzie byłam na meczu w danym roku.

25 maja 2013 r. 
Poznań
Lech Poznań - Podbeskidzie Bielsk0-Biała

Zdjęcie zrobione dosłownie moment, przed zderzeniem z bramkarzem.

  Był to pierwszy mój mecz na Bułgarskiej. Nie wszyscy wiedzieli, że się tam pojawię. Puszczałam bańki na rynku przed meczem, a później pojechałyśmy na mecz. Okej, to nie było najbardziej rozsądne z mojej strony, ale kto by się tym przejmował?  A jak było? Ja tylko pamiętam zderzenie Karola Linettego z piłkarzem z Bielska - Białej. 5 lat minęło, kiedy? 

4 maja 2014 r.
Poznań
Okręgowy Puchar Polski - półfinał
Lech Poznań Oldboys - Lech II Poznań  





  To jeden z tych meczów, których nie wpisałam do swojej listy. Przy szukaniu biletów odnalazłam i ten, który pomógł mi z datą tego spotkania. Folder na komputerze posiada moje selfie z Lidką, więc coś sobie przypomniałam. Że po bilety musiałyśmy przyjechać wcześniej, bo było ich 999. Rodziny piłkarzy siedziały gdzieś wokół, więc było śmiesznie, pamiętam małego chłopca, który rozśmieszał mnie momentami. Wyniku nie pamiętam, na szybko odnalazłam tylko tyle, że wygrały rezerwy Lecha.


17 maja 2014 r.
Wrocław
Łotwa - Słowenia, Polska - Macedonia
Eliminacje do Mistrzostw Europy



  Kolejny pierwszy mecz, tym razem reprezentacji Polski. We Wrocławiu. Natalka zaproponowała weekend u siebie, a ja nie umiałam nie skorzystać. Macedonia to nie przeciwnik z górnej półki, ale mecz Słowenii z Łotwą był naprawdę wyrównany i obejrzałyśmy pięć setów w nim. Wtedy Słoweńska reprezentacja nie była jeszcze moją miłością. Wtedy nie sądziłam, że będę śledzić spotkania innej kadry, niż polskiej, a jednak.  Przy okazji zrobiłam sobie kilka zdjęć ze Słoweńcami, które nadal bardzo uwielbiam, jak choćby to z Mitją Gasparinim. Zawsze gdy jestem na hali stulecia pada, więc nigdy nie miałam okazji iść zobaczyć pergoli, to jakieś fatum, że nigdy, ale to nigdy nie mogę tam dotrzeć. Może jeszcze się uda?


17 maja 2015 r.
Poznań
Lech Poznań - Jagiellonia Białystok

31 maja 2015 r. 
Poznań
Lech Poznań - Pogoń Szczecin


~~~

 Na meczu z Jagą i Pogonią po prostu byłam. Odbyły się. Nie potrafię sobie przypomnieć, by działo się wtedy coś szczególnego. Być może to był ten czas, gdy miałam praktyki, zamiast zajęć w szkole, dlatego jednego roku w jednym miesiącu na meczu byłam dwa razy? To bardzo prawdopodobne.

15 maja 2016 r.
Poznań
Lech Poznań - Ruch Chorzów

To chyba jedyny mecz, na który pojechałam sama. Miałam jechać z Gosią, ale ta skręciła kostkę przed weekendem. Ja jednak byłam zdeterminowana, by jechać. Ostatni mecz ulubionego piłkarza, Krzysztofa Kotorowskiego, który sprawił, że zaczęłam oglądać mecze Lecha i miałabym tam nie pojechać? Nie brałam tej opcji pod uwagę. Na ten mecz cały Kocioł znalazł się na dolnym piętrze. W oczach pojawiły się gdzieś tam łzy, bo zdałam sobie sprawę, że jakiś mój piłkarski okres się skończył. Zostawiłam też wtedy chorego psa z rodzicami, którzy wręcz sami wypchnęli mnie z domu, bo całe 2 tygodnie opiekowałam się nim. Martwiłam się wtedy. Był z nami jeszcze tylko dwa tygodnie i czasami żałowałam, że nie zostałam wtedy z nim. Nadal są dni, gdy za nim tęsknie i chciałabym, by znów był obok....

 

21 maja 2017 r.
Poznań 
Lech Poznań - Lechia Gdańsk

Ten opis też znalazł się w podsumowaniu roku 2017, więc standardowo  już odsyłam tutaj.

  W tym roku byłam tylko na piłce ręcznej. Jedyny mecz Lecha, który mi terminowo pasował, był z Legią, a nie chciałam jednak wydawać tylu pieniędzy na mecz, w którym jak później się okazywało, to zespół z Warszawy walczył o Mistrzostwo, a nie my. Sezon siatkarski się skończył, rozpoczęła się reprezentacja, z którą widzę się już 2 i 3 czerwca w Łodzi. To chyba nadchodzi ten czas, gdy pora dać odpocząć mojemu portfelowi.

wtorek, 29 maja 2018

12 maja - Pogoń - Perła, 13 maja - Azoty - Vive

    Przychodzę z bardzobardzobardzo spóźnionym wpisem z ostatniego meczowego weekendu. Zmobilizowałam się, by go dodać, bo... w ten weekend trzy mecze. I byłabym jeszcze bardziej do tyłu, niż jestem w tej chwili.


   Pilnowałam strasznie, by nie przegapić biletów na finały Pucharu Polski w piłce ręcznej, które odbywały się w miniony weekend w Kaliszu, a wyszło na to, że bilety zostały nie użyte. Nie oznacza to jednak, że na meczach się nie pojawiłam. Tylko w troszkę innej roli, niż początkowo miałam.

   3 dni!!!! przed finałem kobiet jedna z osób z kaliskiego klubu kibica MKSu zapytała, czy jest ktoś chętny na wolontariat. Długo się nie zastanawiałam, stwierdziłam, że może być niezła zabawa, więc zgłosiłam się na sobotę i namówiłam do tego także moją towarzyszkę. I właściwie, naprawdę dobrze się bawiłam.

  Sobota była dobrym dniem, mimo, że pierwszą połowę oglądałyśmy stojąc w wejściu na halę, ponieważ tego dnia wydawałyśmy akredytację i musiałyśmy pozostać na stanowisku do końca pierwszej połowy. (Ostatni dziennikarz przyszedł o 14:57, mecz rozpoczynał się o 15). Drugą połowę spędziłyśmy za ławką rezerwowych Perły Lublin. Po meczu pomogłyśmy z reklamówkami z fantami od sponsorów, zrobiłyśmy sobie kilka zdjęć i rozeszłam się z Zuzią. Jako, że mecz odbył się o 15, wracałam pociągiem.


  Kolejnego dnia wybierałam się na komunię. Pierwszy raz wybierałam się na mecz w... sukience. Tak, dobrze czytacie. Nie było sensu zabierać ubrania na zmianę. Tak więc kilka minut przed 17 pożegnałam się z wszystkimi, uprzednio jeszcze tłumacząc, że krzyczący panowie na rynku w Kaliszu idą na finał Pucharu Polski w piłce ręcznej. I owych panów spotkałam na przystanku autobusowym.

  Co to byłby za wyjazd bez dziwnych historii? Na przystanku panowie coś o finale kobiet, to powiedziałam im kto wygrał. Później któryś pan rzucił, że ja to się pewnie nie znam i nie wiem, kto gra. Spojrzałam na niego groźnie, informując, że sama jadę właśnie z nimi na mecz. I całą podróż autobusem przegadałam z jednym z panów, przy śmiechach jego kolegów. O lidze. o Vive, o tym, że jeździ na mecze od 2007 roku i na Puchar Polski i tylko jeden przegrali, gdy był. Przy hali się rozstaliśmy, ja poszłam w swoją stronę, on do auta. Ale to nie była nasza ostatnia rozmowa.



  Przywitałyśmy się z osobami którym pomagałyśmy dzień wcześniej, uzgodniliśmy w czym pomożemy i poszłyśmy usiąść na trybunie, przy piłkarzach MKSu. Mecz minął szybko. I zupełnie inaczej, niż kiedy chodzę na mecze Kalisza, gdy krzyczę z klubem kibica. Było spokojniej i strasznie żałuję, że Azoty zagrały dobre 40 minut, a nie 60. Trybuna pełna kibiców VIVE robiła wrażenie, naprawdę. I ich wspólne świętowanie po meczu, fajny widok.



  Tym razem dłużej wychodzili z hali, niż po meczu 1 maja, ale i tak udało nam się zrobić kilka brakujących zdjęć z piłkarzami. Ciężko odchodziło się spod hali z myślą, że został tylko mecz reprezentacji 13 czerwca, a później do sierpnia nic. I piłki nożnej też nie będzie do tego czasu... Będę tęsknić!

 

 

poniedziałek, 7 maja 2018

1 maja, MKS - VIVE

   Mieliście plany na majówkę? Bo ja nie, przyznam się szczerze. Znaczy przez chwilę miałam, dawno temu, gdy jeszcze Korona Kielce walczyła w Półfinale Pucharu Polski, ale później wyrzuciłam sobie to z głowy. Więc o atrakcje tegorocznej majówki zadbał mój kaliski zespół. 

 Pierwszego dnia maja MKS podejmował zespół z Kielc. Było to takie piękne zamknięcie sezonu, bo nie oszukujmy się, takiej przewagi nie da się nadrobić. Poza tym Vive wygrało wszystkie mecze na ligowym podwórku w tym sezonie, a 13 maja przyjdzie im walczyć także o to, by wygrać wszystko w Pucharze Polski. Na to jednak przyjdzie czas, by tu pisać.

  W Kaliszu pojawiłam się wcześnie, bo jednak nie chciałam jechać InterCity, nie chciałam się martwić, że pociąg się spóźni, poza tym spodziewałam się tego, że będzie komplet publiczności, a myślę, że nawet nadkomplet patrząc to, ile miejsc było zajętych. Wysiadłam wcześniej, a nie przy galerii. Znalazłam wolną ławkę, wyciągnęłam książkę i tak spędziłam prawie godzinę, nim wyruszyłam na halę. Nie wiem, kiedy skończę "Plusy i minusy", ale książka była już ze mną w kilku miejscach, a ja dopiero przekroczyłam 70 stronę.  Kiedyś skończę...

   Hala pękała w szwach. Prezes MKSu wygadał się, że na meczu było trzy tysiące dwieście ludzi, a hala przez cały sezon w protokole meczowym była podawana jako mogąca na meczu zmieścić 2888 kibiców. 

  I choć przed meczem każdy znał wynik, a raczej zwycięzcę, to mimo wszystko chyba wszyscy dobrze się bawili. Ostatnie minuty cała hala oglądała na stojąco. Dla takich chwil warto było cały sezon chodzić na mecze. Warto było wydawać pieniądze na bilety na autobus, czy pociąg. Mimo niezbyt pasującego rozkładu jazdy. Gdy w Kaliszu pojawiałam się sporo czasu przed meczem, niezależnie od tego, czy był o 13, czy o 18:30.

 Trafienie Łukasza Zakrety, czyli jak spowodować jeszcze większy uśmiech na mojej twarzy. Bo mimo, że mecz przegrany, to.. to ja jestem z nich tak cholernie dumna...

I hej, będę tęsknić, już tęsknię! 


 Cóż, pisanie tutaj nie jest moją dobrą stroną. Jutro minął by tydzień od meczu, a ja jestem tu dopiero dziś. Bez zdjęć w tym wpisie bo.. bo właściwie nei wiem, czemu żadnego nie zrobiłam, nie licząc tych z piłkarzami VIVE Kielce...
  

piątek, 4 maja 2018

Wspomnieniami pisane, czyli meczowe wyjazdy w kwietniu

12 kwietnia 2015 r.
Poznań
Lech Poznań - Korona Kielce

Zdjęcie podglądowe, niestety nie jestem w stanie znaleźć zdjęcia z tego konkretnego meczu 😟

   Był to drugi mój mecz Lecha, taki, o którym było wiadomo, że na niego jadę. Kocioł był wtedy zamknięty, więc wylądowałyśmy na trybunie numer 4, z Lidką usiadłyśmy w innym miejscu, niż brałyśmy bilety i końcem końców wyszło na to, że zupełnie przypadkowo odkryłyśmy tak świetnie miejsca, że teraz, jeśli tylko wybieramy się na trybunę numer 4, to zawsze tam wracamy.

24 kwietnia 2015 r.
Jastrzębie-Zdrój
Jastrzębski Węgiel - PGE Skra Bełchatów



Jechałam na ten z myślą, że rywalizacja do Jastrzębia wróci, chociaż pierwszy mecz zakończył się porażką Jastrzębian. Ludzie mi nie wierzyli. Wszyscy byli przekonani, że to się nie uda. Moje zdjęcie z Winiarskim się nie udało, jak zwykle mi się nie udało, przyzwyczajałam się wtedy, że to się nigdy nie uda.  I choć JW przegrało, to ja powiedziałam, że rywalizacja do Jastrzębia wróci. To był jeden z wyjazdów, gdy przyjechałam dzień przed meczem. Pierwszego dnia nocowałam u Rox, drugiego u Domy. A w pociągu w drodze do Katowic, w piątek zatwierdziłam swój wyjazd ze szkoły na mecz do Bełchatowa.

29 kwietnia 2015 r. 
Bełchatów
PGE Skra Bełchatów - Jastrzębski Węgiel



  Nie ma nic dziwniejszego, niż podróż autokarem z ludźmi, którzy kibicują Skrze, a Ty jako jedyna Jastrzębskiemu Węglowi.  I znów mówiłam, że rywalizacja wróci do Jastrzębia, znów nikt nie wierzył. Wszyscy przygotowali się na to, że obejrzą dekorację brązowych medalistów. Wytrzymałam wśród moich ludzi jednego seta, co wyglądało komicznie - oni się cieszyli, ja nie nie. Ja podskakiwałam na siedzeniu z radości, oni się denerwowali. W połowie seta rwało mnie do klubu kibica JW, a po pierwszym secie jak powiedziałam, że chyba tam pójdę, to mało mnie nie wygonili sami, bylebym zniknęła.  
  I to był najlepszy wybór z możliwych. Świetnie się bawiłam. I byłam dumna z siebie, bo hej, kto mówił, że JW się podniesie po dwóch porażkach?
  Machałam wtedy szalikiem i wołałam zawodników Jastrzębia, dzięki czemu wróciłam ze zdjęciem z Mateuszem Malinowskim, który podszedł tylko do mnie i od razu odszedł. Alen Pajenk też od razu podszedł, ale on akurat zrobił sobie z kimś jeszcze zdjęcie. Zibi Bartman poszedł udzielać wywiadu, przyszedłby później, ale my musiałyśmy wracać, a i tak standardowo spóźniłam się na zbiórkę.


 2-3 kwietnia 2016 r.
Kalisz
Turniej Finałowy Pucharu Polski
 Chemik Police, ATOM Trefl Sopot, Budowlani Łódź, Muszyna


   Nie mogłabym przegapić okazji turnieju siatkarskiego tak blisko mnie, więc w oba dni pojawiłam się w Kaliskiej Arenie z Natalką, Grzesiem i Anną. To były intensywne dwa dni, pełne dobrego humoru, meczów i uśmiechów. Nie mogłam sobie odpuścić trzymania Pucharu, spędzenia meczu z Klubem Kibica Atomu i zdjęcia z sympatyczną panią Kasią z marketingu. Miło jest zamienić kilka słów z osobą, która pomagała zdobyć autografy siatkarek z Sopotu. Finał wygrał Chemik, co w tamtym czasie nikogo nie dziwiło. 

 23 kwietnia 2016 r.
Jastrzębie Zdrój
Jastrzębski Węgiel - AZS Politechnika Warszawska



   To był jeden z tych wyjazdów, z których wróciłam z dość śmiesznym zdjęciem z siatkarzem, o kilka osób większą liczbą obserwujących na istagramie i uśmiechem na ustach, chociaż wynik zdecydowanie mi się nie podobał. Myślałam, że zobaczę ostatni mecz chłopaków w sezonie, ale nie, JW przegrało, więc nie zobaczyłam ostatniego meczu, bo grali kolejnego dnia, a ja wracałam do domu.  



  A w tym roku? Była i piłka nożna i piłka ręczna x2 i piłka siatkowa.  

  Mech Lecha z Gosią, gdzie właściwie decyzję podjęłam dzień wcześniej. Zwycięstwo, brak widoku wszystkich bramek. I szybki powrót na dworzec, by zdążyć na pociąg. 

  Dwumecz o dziką kartę do ćwierćfinału z Lubinem, pogrom w meczu rewanżowym, kawałek pizzy od zawodnika Zagłębia, uśmiechy i mała iskierka nadziei, że jednak zostanie w Polsce.

  Przegrany baraż siatkarek z Kalisza o Ligę Siatkówki Kobiet. Mówi się jednak o wykupieniu licencji od jednego z klubów, które zaczęły mówić o rezygnacji z najwyżej ligi rozgrywkowej.