poniedziałek, 31 grudnia 2018

Wspominając 2018 rok.

Cześć,

   Równo rok temu pojawił się tutaj pierwszy wpis. Wtedy wspominałam miniony rok w formie krótkich opisów wyjazdów, teraz jednak prawie na bieżąco pisałam o wyjazdach, więc przyszedł czas na troszkę zmienioną formę wpisu.  Gdy zaczynam pisać, nie mam jakiegoś konkretnego pomysłu, jak będzie to wyglądało. 

   W trakcie mijającego już roku odwiedziłam takie miasta jak:
  • Gdańsk
  • Poznań
  • Jastrzębie Zdrój
  • Lubin
  • Łódź
  • Głogów
  • Gdynia
  • Legionowo
  • Warszawa
  • Wrocław
  • Kraków/Bochnia

    W większości przypadków wybierałam się na mecze. Towarzysko odwiedziłam Wrocław, cztery razy. Do Warszawy udałam się na koncert Eda Sheerana. Powinnam dodać jeszcze Kalisz, gdzie oglądam mecze miejscowego zespołu występującego w PGNiG Superlidze.W Krakowie byłam tylko przejazdem, gdy podróżowałam do Bochni.

Najdroższy wyjazd

 Wrocławsko-jastrzębski weekend, który odbył się w lutym.  Spora liczba kilometrów i godzin w pociągu, sobota wyrwana z życiorysu właściwie. Duża część budżetu tamtego wyjazdu została wydana na dojazd pociągiem. Ewakuacja galerii, czyli połowa filmu obejrzana. 700 kilometrów, czasami jestem szalona, ale.. cóż, do Jastrzębia Zdroju zawsze warto wracać.

Najtańszy wyjazd

   Jeśli brać by pod uwagę Kalisz, to we wrześniu wydałam niecałe 10 zł na mecz w Wisłą Płock, ale wtedy odbierali mnie rodzice, ponieważ chcieliśmy iść na zakupy w Galerii. Odrzucając też wyjazdy z Klubem Kibica najtańszym wyjazdem okazuje się ten na mecz Lecha Poznań z Górnikiem. Było to na początku kwietnia. W sumie wcale mnie to nie dziwi, Poznań jest najbliżej, nie licząc tego Kalisza.

Na wyjazdach....

.... najwięcej wydałam na: jedzenie! licząc autobus+pociąg+komunikacja miejsca, to dojazdy

.... najmniej wydałam na: komunikację miejską      noclegi, może dlatego, że w tym roku nocowałam tylko w Łodzi i Warszawie. Większość wyjazdów była jednak do Kalisza.
  
 Wyjazd, którego nie chcę zapomnieć

 I tu mam duży problem. Bo Gdańsk w styczniu, bo koncert Eda w sierpniu, bo Gdynia i Andy w listopadzie i.. .właściwie większość wyjazdów jest z tych, które lubię wspominać. Gdańsk i morze, i Ergo Arena. Ed, to Ed, Nancy Mulligan na żywo brzmi wspaniale. Z Gdynią jest ten problem, że mogłabym podzielić to na kilka części. Której nie chcę zapomnieć i którą chcę zapomnieć. Pomeczowa część jest tą, którą chcę pamiętać....

Wyjazd, który chce zapomnieć

.... z kolei tej części, gdzie trwał mecz... Najgorszy mecz Kalisza, na jakim byłam, nawet jeden z piłkarzy później nazwał go chyba najgorszym w Superlidze. No i panowie krzyczący w autobusie. Tak, to chce zapomnieć. 

Opóźnienia

   Często inni narzekają na opóźnienia pociągów, ale jak na razie chyba mam szczęście, bo pociągi przyjeżdżają w większości na czas, ewentualnie 15 minut spóźnione, by nadrobić to w trasie. Gdy jechałam do babci, pociąg w Krakowie był 10 minut przed czasem - przysnęło mi się, a obudziłam się w momencie, gdy pociąg dojeżdżał do Krakowa. Tak, PKP też potrafi zaskakiwać. Och, i wtedy bałam się, że 30 minut na przesiadkę to mało, a drugi pociąg był opóźniony o 20 minut. (W sumie 20 minut to nie dramat, więc nie byłam specjalnie zła). W Z kolei gdy wracałam kilka dni później - zrobiło się 20-30 minut opóźnienia. 

Debiuty

   Kaliska Arena jak i stadion w Poznaniu są już właściwie drugim domem. Gdzie więc pojawiłam się po raz pierwszy? ERGO Arena była planem od dawna, udało się dopiero w tym roku wybrałam się do Gdańska. W Gdyni pojawiłam się po raz pierwszy i mam nadzieję, że przed końcem sezonu się tam wybiorę. Nigdy wcześniej nie byłam też w Legionowie. Nowe miasta na sportowej mapie odhaczone, ale plany nadal są na kolejne. 
   Jednak nie było tylko debiutów halowych i miastowych. Pierwszy raz byłam na meczu piłki ręcznej kobiecej z racji finałów Pucharu Polski w Kaliszu. I na meczu polskiej kadry w piłkę ręczną.

Ulubione zdjęcie....

.... z siatkarzem


W tym roku nie było tych zdjęć wiele, więc wybieram to z Michałem Kubiakiem, bo... to Kubi, po prostu.
  

... z piłkarzem ręcznym


Bez chwili zawahania wybrałam to z Brazylijczykami. Może dlatego, że to naprawdę była fajna rozmowa? Albo dlatego, że dobrze było widzieć ich szczęśliwych?


.... z piłkarką ręczną



Tych z siatkarkami było jeszcze mniej, wybór był z może pięciu, padło na to powyżej.

Bilety, bilety, bilety



  W tym roku siatkarsko nie musiałam polować na żadne bilety. Nie znaczy to jednak, że nie musiałam o określonej godzinie pilnować tego, by te bilety udało się kupić. Po tym, jak byłam na koncercie Eda spodobało mi się na tyle, żeby zdecydować się, że teraz już naprawdę czas na Korteza. Koncert miał być w listopadzie, ale bałam się, że przez zajęcia coś nie wypali - i pierwotnie miałam mieć w tym dniu zajęcia, jednak przeniesiono je na inny dzień tygodnia - cóż, niestety zdążyły się wyprzedać. Niedługo po tym okazało się, że będzie kolejny w styczniu - kupiłam punkt 14. Chociaż kupowanie tych biletów nie było chyba taką walką, jak tych na Dawida Podsiadło w Jarocinie. Strasznie żałowałam, że koncerty w Poznaniu były o 20:30, bo nie miałam jak wrócić. Mama żartowała, że może przyjdzie gdzieś bliżej - kilka tygodniu później ogłosił nową trasę. A ja chcąc zrobić niespodziankę mamie - kupiłam dla nas bilety. Na zajęciach. Z telefonu. Dla mnie chyba nie ma rzeczy niemożliwych. 3 do 0 dla mnie Eventim w tym roku.


Jeden miesiąc bez meczu

   Tylko w lipcu nie byłam na żadnym meczu. A może na takim oficjalnym - byłam na sparingu Kalisza z Zagłębiem. Chyba wynik był bardzo zbliżony, ale teraz już nie pamiętam. Meczowo nie mogę więc narzekać - 32 meczowe dni, czyli... 1/12 roku, brzmi nieźle! Cztery mecze oglądałam w marcu i kwietniu, tylko jeden w grudniu.


~~~

  To był naprawdę dobry rok. Były nowe znajomości, było naprawdę dużo meczów, jeszcze więcej wydatków, ale wiem, że było warto. Wspomnień nie zabierze mi nikt. Były zdjęcia, były wesołe rozmowy, było jeszcze więcej planów. 

 

  Nadal chcę odwiedzić Olsztyn, Bydgoszcz, Gdańsk. Miała być też Gdynia, ale w Arce nie ma Brazylijczyków, więc troszkę pękło mi serce. W styczniu było sympatycznie i było mi przykro, że się więcej nie zobaczymy. Los sprawił, że mogłam oglądać grę Zagłębia w kwietniu w Lubinie, a później w Kaliszu, zamienić kolejne kilka zdań, zjeść kawałek pizzy i dowiedzieć się, że może jeszcze będzie kolejne 'see you soon', cieszyć się z tego, że zostaje. Zobaczyć wygraną jego zespołu, by później... dowiedzieć się, że nie dokończy sezonu w Polsce.  Nic chyba nie poradzę na to, że zbyt szybko przywiązuje się do ludzi. Staram się rozumieć jednak jego decyzję. Bo najważniejsze jest być szczęśliwym.

  A ja w tym roku miałam naprawdę dużo chwili szczęścia. Rok temu też obiecałam sobie, że postaram się tu pisać systematycznie - nie wyszło mi to. Nadal mam kilka zaległych wpisów, może uda mi się je nadgonić i.. w kolejnym roku bywać tu częściej?




wtorek, 4 grudnia 2018

Wspomnieniami pisane, czyli meczowe wyjazdy w listopadzie

30 listopada 2014 rok.
Łódź
PGE Skra Bełchatów - ASSECO Resovia Rzeszów



   Był to jeden z tych wyjazdów ze szkoły. Jeden z pierwszych. Wszyscy kibicowali Skrze, chyba Bełchatów wygrał 3:0, ale po czterech latam mam prawo się mylić, chociaż mam przebłyski, że w końcówkach Magiera mówił, że wszyscy kibice Skry wstają, więc buntowniczo siedziałam w moim sektorze i prawie nic nie widziałam. O i to był ten wyjazd, gdy przeszłam sobie po linko-barierkach.   I to wtedy rozczulałam się nad synkiem Winiara, który odbijał z nim po meczu. Jeden z fajniejszych widoków. I zdjęcia zrobione z 23 rzędu. Chyba pod tym względem mogę się polubić z Atlas Areną.

 6 listopada 2016 r.
Kalisz
MKS Kalisz - Wisła Warszawa

Zdecydowanie na tym meczu byłam z Grzesiem, nie widzę innej możliwości, bym wybrała się z kimś innym na mecz siatkarek. A przynajmniej na ten w Wisłą Warszawa, bo rok później na meczu siatkarek byłam z Zuzią. 

8 listopada 2017 rok. 
Kalisz
MKS Kalisz - Wisła Płock

12  listopada 2017 r.
Kalisz
MKS Kalisz - Solna Wieliczka

26 listopada 2017 r.
Warszawa
Onico Warszawa - Jastrzębski Węgiel 


Zeszłoroczne wyjazdy opisane są w wpisie, który podsumowuje miniony rok. Mogę tylko dodać, że mimo tego, że upłynął rok - nadal nie wybaczyłam Jastrzębskiemu Węglowi tamtej porażki w Warszawie.  

  W tym roku była Gdynia, gdzie mimo wszystko nie było najgorzej. Z jednej strony chciałabym zapomnieć o ten porażce Kalisza, a z drugiej wygrała Arka, której losy przez jednego ktosia śledzę, i jak tu żyć? Było więc może w tym roku dwa razy. Zapierałam się, że nie ma mowy, nie jadę nigdzie na takie długie wycieczki autokarowe, by dokładnie 8 dni później pojechać na mecz siatkarek do Legionowa. Śmieszki, że pojechał kibic piłkarzy ręcznych na siatkarki i one też przegrały. Później był mecz w Kaliszu, też przegrany. Moje kaliskie zespoły nie mają ostatnio szczęścia, gdy pojawiam się na meczu....

Wspomnieniami pisane, czyli meczowe wyjazdy w październiku

Przyszedł czas, gdy jestem bardzo do tyłu z blogiem. Z wpisami... Ale chcę nadrobić to przed końcem roku, a później wystartować z nowa energią. Próbuję walczyć, by mi się chciało. 


1 października 2011 r.
Jarocin
Turniej o Puchar Burmistrza Jarocina
 (Gdzieś kiedyś miałam jakieś zdjęcie zrobione wtedy, ale... nie wiem gdzie.)
 Pierwszy mój raz w w Jarocinie, pół dnia chyba. Z Lidką? Bardzo możliwe, że to było nasze pierwsze spotkanie. Jeśli to jest ten turniej, o którym myślę - W Łodzi grała wtedy Luana de Paula. Aż sama się zdziwiłam, że tyyyyle czasu minęło, jak, kiedy?
16 października 2013 r.
Poznań
Resovia Rzeszów – Zaksa Kędzierzyn-Koźle

    Czy to nie był ten słynny Superpuchar gdzie zgasło światło? Oczywiście, że to było wtedy! Halo, Szczecin, Poznań z brakiem światła był pierwszy! Ale nawet ta wpadka nie sprawiła, że było źle. Bo naprawdę świetnie się bawiłam. Chyba nigdy nie zapomnę kolejki do Grzesia Kosoka i Niko Pencheva gdzieś obok, z którym nikt nie chciał zdjęcia, bo nie ogarniał, że jest siatkarzem. Nie mam pojęcia, kto wtedy wygrał. Ale czy to ważne? 
 8 października 2014 r.
Poznań
PGE Skra Bełchatów – Zaksa Kędzierzyn-Koźle
  Jeszcze kiedyś Poznań był miastem Superpucharu Polski, to był drugi. Rok później odbył się jeszcze jeden. Skra = Winiarski. No więc, jak miałabym w tamtym czasie nie pojechać, no jak? Chyba czasami lubię pojechać dla samej siatkówki, bo żaden z zespołów mi nie siedzi, a mimo to pojechałam.
29-30 października 2014 r.
Turniej Piłki Ręcznej
Polska B, Węgry B, Norwegia B, Luksemburg
    To jeszcze był czas, gdy to nie była moja dyscyplina sportowa. Ale skoro grali w moim mieście, to nie chciałam przegapić. No, może przegapiłam jeden dzień, bo zakładali domofony w mieszkaniach. (Tak, pamiętam takie pierdoły).  Grał Szyba. Grał Małecki - ziomek, którego teraz oglądam na parkietach Superligi i był jednym z tych mniej znanych, którego rozpoznałam.  I był Rydz - którego za drugim meczem, jaki widziałam - próbowałam pojąć, skąd go kojarzę. Drugiego dnia były zdjęcia z piłkarzami.

11 października 2015 r.
Szamotuły


To był chyba ten drugi turniej, gdzie pojechałam z Anną i Grzegorzem. Była na pewno Dąbrowa i Impel, jeśli chodzi o Polskie zespoły. Wtedy chyba też poprosiłam jedną z siatkarek o koszulkę, a później przyszła pocztą - replika reprezentacyjnej. Czeka na autograf, który kiedyś wezmę, a później... myślę nad tym, żeby oddać ją na aukcję charytatywną.



24 października 2015 r.
Murowana Goślina
Jastrzębski Węgiel – Łuczniczka Bydgoszcz 
AZS Częstochowa – Lotos Trefl Gdańsk
  Jastrzębie blisko, to oznacza, że nie może mnie zabraknąć. Lubię się też katować meczami dwóch ulubionych drużyn. Trefla i Anastasiego nie mogłam też przegapić. To już zawsze będzie mój ulubiony trener kadry Polski. I to był rok, gdy w Czewie grał Redwitz - szukałam zdjęć i gdy je znalazłam, znów się uśmiechnęłam. To był też dobry wyjazd!


28 października 2015 r.
Poznań
Lotos Trefl Gdańsk – Resovia Rzeszów




  Hm... To był chyba ten Superpuchar, na który zdecydowałam się jechać dzień albo dwa przed. Ostatni rozegrany w Poznaniu, jeśli dobrze pamiętam. A szkoda..
16 października 2016 r.
Poznań
Lech Poznań - Wisła Kraków

 Z meczów Lechowym naprawdę nic nie pamiętam.
 
    W minionym, 2017 roku byłam w Jelczu Laskowicach i w Kaliszu na jednym z meczów. W tym za to pojawiłam się na dwóch meczach w Kaliszu. Najpierw MKS zmierzył się z Wybrzeżem Gdańsk - 7 października, a 10 dni później do Kalisza przyjechał Górnik Zabrze - któremu nie udało się wywieźć kompletu punktów - szkoda, bo mógł wyjechać bez niczego.
  W tym roku? Jaki był październik? Zaczął się meczem z Wybrzeżem Gdańsk, śmieszkami z Młodym i troszkę Młodszym. I to był jeden z dwóch meczów w tamtym miesiącu - później MKS grał tylko z Górnikiem Zabrze. Było blisko wygranej, skończyło się remisem w regulaminowym czasie i porażką w karnych. Była miła wiadomość od mojego ulubionego gracza Arki, gdzie napisał, że to była dobra robota. Szkoda, bardzo szkoda tamtej porażki...

niedziela, 2 grudnia 2018

12 sierpnia, Warszawa, Koncert Eda Sheerana


  Kiedyś pomyślałam - Na koncert Eda mogłabym pojechać. A nie należę do ludzi, którzy lubią koncerty. Gdyby ktoś zapytał mnie o ulubionego wykonawcę, czy piosenkę - nie mam. Słucham tego, co nawinie mi się na auto odtwarzaniu. Bywają okresy, gdy słucham w kółko Shawna Mendesa, Korteza, by innym razem zapętlać piosenki któregoś z chłopaków z One Direction, a jeszcze innym razem przesłuchać ostatnią płytę Linkin Park. Albo Toma Odella. Lub Mansa.  Nie ma reguły na to, czego słucham. Ostatnio zrobiłam jednak listę wykonawców, na których koncert chciałabym pojechać. 

   Gdy bilety na koncert weszły do sprzedaży - nawet nie zerkałam, a później widziałam to zawirowanie z biletami i brakiem potwierdzeń. My kupiłyśmy od razu po pojawieniu się biletów tego samego dnia, na 12 sierpnia. Troszkę na początku było zawirowania, ale może nie będę o tym pisać. Było, minęło.

  Odliczałam więc 400 dni do koncertu. Bilet początkowo był u Gosi i dostałam go dopiero w kwietniu tego roku. Widzicie jak jej ufałam, bo przez ten czas nawet nie poprosiłam o jego zdjęcie? Może wtedy zaczęło do mnie docierać, że ja naprawdę tam jadę? Odliczałam, widziałam zmieniające się cyferki na telefonie, które informowały mnie ile dni zostało.Cóż, zdarzało mi się odliczać 7 miesięcy do meczu Słoweńców w Krakowie, ale 400 dni jeszcze nie było. 

    Od początku wiedziałam, że nie będę miała jak po koncercie wrócić do domu, więc należało znaleźć nocleg. Zajęłyśmy się tym w lutym, ale albo wszystko było płatne, albo z kartą. Wzięłyśmy cokolwiek, 8 km od stadionu, aby można było bezpłatnie odwołać. Pod koniec czerwca weszłam na booking.com i z ciekawości wybrałam datę i wpisując Stadion Narodowy, by znaleźć coś bliżej. Włączyłam jeszcze kilka filtrów, aby zmniejszyć liczbę ofert do tych, które mnie interesują. Czytałam opinię i natknęłam się na jeden z obiektów w dobrej odległości z dobrymi ocenami za dobrą cenę. Hostel Helvetia przy Sewerynów w Śródmieściu. (Śródmieście?). Po opłaceniu rezerwacji dopiero kilka dni później sprawdziłam sobie dokładnie okolice. Kilometr do Pałacu Prezydenckiego? Dwa do Stadionu i dwa na dworzec centralny? I w okolicy pełno atrakcji turystycznych, już zaczynało mi się podobać i śmiałam się, że chyba wstaniemy o siódmej rano, a mimo to braknie nam czasu. Byłam też niepocieszona, gdy okazało się, że Muzeum Sportu w poniedziałki nie jest otwarte do zwiedzania. 

  Bilet był od lipca poprzedniego roku, nocleg zaklepałam 25 czerwca tego roku, a bilet na pociąg można było dopiero kupić 30 dni przed wyjazdem. Z Kalisza to koszt raptem 20 zł przy zniżce studenckiej i 30% zniżki z racji zakupu biletu wcześniej. Jednak dzień przed zakupieniem biletów zdecydowałam się jednak na zakup biletów na połączenie z mojej miejscowości z przesiadką w Kaliszu, na którą w przypadku wyjazdu w dniu koncertu miałam 20 minut - a różnica w cenie wynosiła około złotówki. Gdyby pociąg miał opóźnienie - zawsze mogłam poprosić tatę o podwózkę do Kalisza, a w razie planowej podróży - wsiąść w moim mieście. Tak samo zrobiłam z pociągiem powrotnym - co prawda tutaj miałam na przesiadkę godzinę i siedem minut, ale z kolei autobus odjeżdżał z Kalisza 20 minut po planowym przyjeździe pociągu - w razie opóźnienia - szybciej miałam pociąg, niż kolejny autobus - a różnica w cenie była niewielka przy zakupie biletów razem. Zawsze lubię mieć opcję B. 

   Cóż, to wyżej napisałam sobie przed wyjazdem z myślą, że jak wrócę, to szybciej zabiorę się za długi Warszawski post, bo początkowo chciałam wymyślić plan idealny zwiedzania - zaraz Wam powiem, co z niego wyszło.  

   Wracając, ostatecznie do Kalisza zawiózł mnie tata, a wróciłam autobusem, bo pociąg nie miał opóźnienia, więc część dojazdowa minęła właściwie bez problemów.

      Oglądałam mapkę, szukałam miejsc, które można odwiedzić. Chciałam zobaczyć tyle rzeczy, że... zrezygnowałam prawie z wszystkiego! Na liście miejsc został - Grób Nieznanego Żołnierza i Łazienki Królewskie. Nie licząc oczywiście Stadionu Narodowego, ale on tu był głównym celem! 



  Być może mieliśmy opóźnienie na dworcu Centralnym, znów nie umiałam się tam odnaleźć, ale zjadłyśmy z Gosią, najpierw przekazałyśmy Natalce jej bilety, później zabrałyśmy od niej rzeczy, których nie wniosłaby na stadion, a następnie z pomocą nawigacji ruszyłyśmy do Grobu Nieznanego Żołnierza, pieszo. Niedziela była dniem, gdy wcale nie skorzystałyśmy z komunikacji miejskiej, więc myślę, że te 7-8 kilometrów zrobiłyśmy. Meldowanie miałyśmy od 15, więc przesiedziałyśmy w cieniu w pobliżu Grobu ponad pół godziny i znów z pomocą nawigacji trafiłyśmy do Hostelu. W sumie nie byłyśmy tam długo. Mimo miejsc na trybunie - pojawiłyśmy się pod stadionem chwilkę po 16. Dość szybko, właściwie bez kolejki weszłyśmy na sam teren wokół stadionu, za płotem. Zdjęcie na tle stadionu jest? Nawet więcej, jak jedno. 

  W jednej chwili pojawiłam się na stadionie, a w kolejnej wychodziłam ze stadionu. To był magiczny wieczór. Kiedy mimo tysięcy ludzi na stadionie - ja czułam, że Ed śpiewa tylko dla mnie. Było moje 'Nancy Mulligan' na które czekałam od samego początku. Niby wiedziałam, że Ed to śpiewa, niby wiedziałam, że powinno być, ale z końcem każdej piosenki sprawdzałam, czy oby na pewno idzie inna gitara i czy to na pewno nie koniec. Ed żartował, Ed śpiewał, był Ed i gitara. Teraz, po 4 miesiącach od koncertu ja nadal się uśmiecham, gdy wspominam tamten wieczór. Nie chodziłam na koncerty. Ten był moim pierwszym, po którym stwierdziłam, że nie ma mowy, teraz pora na tego Korteza.  (Tak, kupiłam bilet i w styczniu idę na koncert sama). 



  Było też BeMy, był Jamie Lawson, była i Anne-Marie. I przed koncertem starałam się zapoznać z ich muzyką, więc choć siedziałam, to było miło i teraz lubię do ich piosenek wracać. (No może poza BeMy, bo z ich utworów nadal tylko Oxygen, które mocno lubię). 





  Ale Ed.... cóż, myślę, że bez wątpienia, gdyby wrócił jeszcze do Polski - tym razem rzucę wszystko, żeby kupić bilet. Może na wyjazdy za granicę się nie nadaję, ale Ed, wróć za kilka lat. Ciężko mi teraz napisać coś więcej. Bo wtedy czas przestał płynąc, albo płynął zbyt szybko. Teraz słucham nagranych filmików, które wrzucali ludzie na youtube i uśmiecham się jak głupek. I nigdy nie oceniajcie ludzi po tym, że śpiewają patrząc na tekst w telefonie. Za chwilę, to wy będziecie milczeć, bo nie będziecie znać tekstu, a ten ktoś - będzie śpiewał najgłośniej wokół was. Nadal nie wierzę, że tak byłam. 





   Wróciłyśmy pieszo do noclegu, poszłyśmy spać, choć ciężko było usnąć. Kolejnego dnia po wymeldowaniu poszłyśmy do biedronki po śniadanie, pojechałyśmy do Łazienek, gdzie posiedziałyśmy na hamakach i aż żal było stamtąd odchodzić. Zobaczyłyśmy najbrzydszy stadion w Polsce, nie tylko w Warszawie. Spotkałyśmy się z Natalką na dworcu, a później ruszyłyśmy na Stare Miasto. Krążyłyśmy uliczkami bez większego celu. Później śmiałyśmy się z wycieczki obcokrajowców, gdzie jeden chłopak siedział i uderzał butelkami rytm, a ludzie wrzucali mu pieniądze, przy odpowiednim buczeniu jego kolegów, stojących dalej. Wybrałam wszystkie grosiki i zagrałam w ich grę, udając, że się zastanawiam, czy podejść, wrzucić, wracałam, udawałam, że nie chcę, oni co chwilę buczeli, ale ostatecznie wrzuciłam. Cóż, było całkiem zabawnie. Jeździłyśmy metrem, odwiedziłyśmy Syrenkę, i... przyszedł koniec wyjazdu. Warszawa nadal jest duża, jest nie moja, ale... mam z niej teraz dobre wspomnienie. Nie to, co z meczu Onico z Jastrzębiem(nadal nie wybaczyłam wam tamtej porażki!).