czwartek, 24 stycznia 2019

8 stycznia, koncert Korteza

  Pochłonęły mnie zaliczenia na studiach, które w sumie średnio idą, więc mimo, ze sam post napisałam kilka dni po samym koncercie, zdjęcia dołączyłam dopiero dziś.

  Przy okazji strasznie opóźnionego wpisu o koncercie Eda, gdzieś małym druczkiem wspomniałam o tym, że kupiłam bilet na koncert Korteza w Poznaniu. Bo po tym, jak super było na Edzie doszłam do wniosku, że nigdy nie chcę iść na koncert, bo
1) szkoda mi pieniędzy na bilet,
2) nie mam z kim iść,
3) kupno biletów czasami to walka na śmierć i życie.

    I nadszedł ten moment, gdy przestałam na to patrzeć na to w ten sposób, jak w dwóch pierwszych punktach. Trzeci chyba zawsze będzie miał zastosowanie. Z listopadowym koncertem nie wyszło, ale wszystko można nadrobić. Bilety chyba były w sprzedaży 1 października, więc punktualnie weszłam na stronę i kupiłam... jeden bilet. Miał być to więc pierwszy koncert, na który idę sama. W Poznaniu, więc nie było tak daleko i liczyłam, że jakoś z niego wrócę. W gorszym wypadku musiałabym z wielkim bólem serca sprzedać bilet(w sumie na dwa tygodnie przed koncertem o tym myślałam, bo jednak troszkę mnie ta wizja samotnego koncertu przerażała, no i.. kupiłam bilety na Podsiadło, więc.. chwilowo byłam bez pieniędzy).

   Rozkład PKP okazał się jednak łaskawy dla mnie. Ostatni pociąg Regio odjeżdżał o godzinę później niż zawsze, czyli przed 22. O 21:30 jechał nowy pociąg Kolei Wielkopolskich, a jeszcze po 23 jechał ostatni pociąg InterCity. Gdzie wcześniej Regio  - chwilkę przed 21, a IC - może 21:30. Ktoś dobrze rozplanował rozkład, więc jeden problem odpadł - miałam jak wrócić. 30 dni wcześniej postanowiłam więc kupić bilet na ostatni pociąg, a później najwyżej go zwrócić.

  Nie wybrałam się jednak tylko na sam koncert. Z Lidką nie widziałam się prawie rok, więc napisałam z pytaniem, czy ma ochotę się spotkać. Trafiłam w jej wolny dzień w grafiku. Spędziłyśmy miło czas, w końcu miałam okazję spróbować pierogów z pieca 'Na Winklu', które także mogę szczerze polecić. Pochodziłyśmy po galerii, Lidka zrobiła małe zakupy i.. przyszedł czas by wyruszyć do Centrum Kultury Zamek. 



  To był jeden z niewielu wyjazdów, gdy nie sprawdziłam jak dojechać w potrzebne mi miejsce i jak z niego dotrzeć na Dworzec. Lidka na szczęście sama powiedziała mi czym dojadę i gdzie mam wysiąść. I tak jakoś udało mi się dotrzeć. Najpierw stanęłam w długiej kolejce do szatni, później do wejścia na salę. I stanęłam w pierwszym lepszym miejscu. W sumie nie było najgorsze, większość czasu Korteza widziałam. 

   I jeśli ktoś kiedyś pomyśli  - samemu? Na koncert? Nie ma mowy. - Zdecydowanie musi jednak iść sam, nie oglądając się na innych. Poszłam sama i wcale nie żałuję, chociaż tydzień przed koncertem miałam myśl, by może sprzedać bilet. Strasznie bym żałowała. Bo... było wspaniale. 



   Wychodzi facet, w bluzie z kapturem, z czapką na głowie, mówi "Dobry wieczór", śpiewa, gra na fortepianie, lub gitarze, przez cały czas nie mówiąc nic, tylko śpiewając. I czaruje. Stałam jak zaczarowana i... ludzie wokół jakby zniknęli. (Pewnie, gdyby nie trzymali telefonów i nie zasłaniali mi momentami sceny, to by dla mnie nie istnieli wcale). Po prostu liczyła się muzyka, słowa i... nic więcej. Czasami sobie śpiewałam  Kortezem, czasem słuchałam i... nim się obejrzałam, Kortez podziękował i zszedł ze sceny. Byłam rozczarowana brakiem 'Wyjdź ze mną na deszcz', ale był jeszcze bis i pojawiła się piosenka, na którą czekałam. I było kolejne 'Dobry wieczór', były podziękowania dla członków zespołu, były podziękowania dla ludzi. Gdzieś tam się spodziewałam, że Kortez może później wyjść na zdjęcia i autografy. I tak było.

   Piękne było to, że ludzie... po prostu umieli się zachować. Bili brawo, może na początku piosenki, gdy poznawali co będzie teraz grane i śpiewane - piszczeli, ale.. przez większość czasu było słychać tylko muzykę i słowa. I bardzo mi się to podobało, że to był taki mały, Kortezowy świat, w którym wcale nie potrzeba było wielu słów do publiczności. Nie było takiej sztuczności. Jak stwierdziła Karo, gdy opowiadałam jej to, co tu piszę - "Tylko mądrzy ludzie doceniają jego fenomen". Ja wyszłam oczarowana i z pewnością chętnie wrócę do tych chwil i nie zawaham się przez moment, gdy będzie okazja, by jeszcze iść na jakiś jego koncert.


Krajobraz po koncercie


  Po koncercie czekałam sobie na Korteza. Troszkę czasu minęło, zerknęłam nerwowo na zegarek, wiedząc, że na 21:30 na pewno nie zdążę, a jeśli chcę jechać o 21:58 to też właściwie muszę już iść, więc zadzwoniłam do rodziców i zapytałam, czy bardzo tata będzie zły, gdyby musiał mnie odebrać o tej północy. Wyjaśniłam sytuację i... zostałam, czekając na Korteza. 


 I Kortez na scenie i Kortez po nim, w rozmowie z fanami jest.... zupełnie inny. Z każdym rozmawiał, żartował, dawał autografy, pozował do zdjęć. Każdego pytał o imię. Byłam tak pozytywnie zaskoczona, że pewnie gdybym mogła, to zbierałabym szczękę z podłogi. O i albo zbijał na pożegnanie żółwika, albo uściskał dłoń. To było takie miłe i... łamało jakąś barierę, która mogłaby powstać. Nie było jej, troszkę tak, jakbyśmy właśnie poznawali dobrego znajomego. Uśmiechnięta opuściłam 'Zamek' wychodząc prosto na deszcz. Na chwilkę włączyłam nawigację, a później już rozpoznając drogę na dworzec - dotarłam sama. 



   Wcale nie musiałam zwracać biletu na ostatni pociąg do domu, bo jednak nim wracałam. Nawet zaoszczędziłam aż 20 gr, bo gdybym wracała Przewozami Regionalnymi, to zapłaciłabym więcej. Jednak lubię tę zniżkę studencką i dodatkowe -30% przy zakupie biletu ponad 21 dni wcześniej, od InterCity.