sobota, 23 czerwca 2018

13 czerwca, Polska - Hiszpania



  Trzynasty pechowy? Na szczęście to ani nie był piątek, ani nie był dla mnie pechowy dzień. No dobra, co prawda Polacy przegrali, ale ogólnie dobrze wspominam mój pierwszy mecz reprezentacji piłki ręcznej, na którym byłam. Dotychczas mecze naszej kadry szczypiornistów odbywały się w miejscach i terminach, które średnio mi pasowały. 
  Nie, żeby ten kaliski termin był idealny - nie był. Miałam tego dnia zajęcia, które normalnie skończyły by się o 15:30, a kilka minut wcześniej odjeżdżał autobus do miasta, a kolejny byłby za dobre pół godziny. A z moimi planami na ten mecz - wszystko szlak by trafił. Dlatego też i zmusiłam się, by nauczyć się na kolokwium z angielskiego w terminie, by nie poprawiać. A poprawiane pierwsze kolokwium i trzecie zdałam tydzień przed meczem, więc chociaż tyle dobrego. Musiałam i tak stawić się na uczelni, by zaliczyć laboratoria z grafiki, ale przed trzynastą mogłam ruszyć do miasta, by przed 15 pojawić się przy hali i obejrzeć odsłonięcie pomnika(którego niestety zdjęcia chyba nie posiadam, ale pokaże  Wam przy najbliższej okazji).  Okej, okazuje się, po zrzuceniu zdjęć, że jednak jakieś zdjęcie pomnika mam. 




  Dzień przed meczem w galerii Tęcza odbyła się też konferencja połączona ze spotkaniem z kibicami, gdzie w ogniu pytań stanęli Kamil Syprzak i Piotr Chrapkowski oraz trener naszej reprezentacji. Całość z pytaniami od dziennikarzy, kibiców i wspólnymi zdjęciami trwała niespełna 20 minut. Szkoda, że informacja o tym wypłynęła dzień wcześniej przed północą. A samo spotkanie było w tej mniejszej i mniej uczęszczanej galerii. Dla mnie to powinno inaczej wyglądać, ale wszyscy byli sympatyczni, więc nie mam akurat zastrzeżeń. 


 Po raz pierwszy też nie kupiłam biletów jak tylko pojawiły się w sprzedaży. Właściwie wcale ich nie kupiłam. Przy okazji Pucharu Polski złapałyśmy kontakt z osobami, które wtedy szukały ludzi do pomocy na wolontariat. Zapytałyśmy wtedy, czy na reprezentacji też będzie można pomóc. Zostawiłyśmy na siebie namiary, czekałyśmy na telefon, którego nie było, ale po kolejnej wymianie wiadomości - znów przed meczem wydawałyśmy akredytację, oglądałyśmy kawałek meczu z wysokości drzwi, później z trybun przy tych drzwiach(pierwsze zdjęcie z wpisu), a dopiero drugą połowę na spokojnie obejrzałyśmy zza ławki rezerwowej Hiszpanów. 



  I tak, Syprzak jest jeszcze większy w rzeczywistości, niż w telewizji. Nie trudno było go przegapić na boisku. Troszkę szkoda tej drugiej połowy. Tak troszkę... Ale brakowało mi przez miesiąc piłki ręcznej.  Więcej wniosków? Nie lubię randomowego śpiewania hymnu Polski w czasie meczu. Ale wstałam, pośpiewałam, tak jak wypadało. Poklaskałam, pośpiewałam pod nosem. 

  Hiszpanie są sympatyczni, a z Polakami też idzie się pośmiać, kiedy Przemek Krajewski pyta się, czemu na zdjęciu robionym w listopadzie wyszedł na dwór w krótkich spodenkach. Moryto nie pamiętający, kiedy było robione zdjęcie, jak i Daszek. Tylko Czuwara podpisał bez słowa praktycznie. No i Morawski i nasze śmieszki z niego na zdjęciu, gdzie lampa go pięknie oślepiła i przyćpał. Cóż, zdecydowanie lubię zbierać autografy na moich zdjęciach ze sportowcami. Polecam!