Przerw w rozgrywkach strasznie nie lubię. Zwłaszcza, gdy okazuje się, że pierwszą kolejkę po przerwie mój klub grał jednak wcześniej, bo mecz został przełożony i gdy wszystkie kluby wracają do gry, mój zaczyna kolejkę później. Ostatni mecz MKS grał 13 grudnia. Owszem, 6 stycznia rozegrali w Zawadzkich mecz 1/16 Pucharu Polski, ale razem z Zuzią byłam wtedy nad morzem, więc na wyjazd nie pojechałyśmy.
Z zespołem z Zagłębia widziałam się przed sezonem w Kaliszu w trakcie trzydniowego turnieju Szczypiorno Cup. To wtedy właśnie udało mi się zobaczyć grającego Bartka Jaszkę, więc odhaczyłam małe marzenie. Powinnam wtedy też kojarzyć Moryto z zespołu, no ale nie kojarzyłam, zdarza się. Kojarzyłam za to ich bramkarza, Patryka Małeckiego. I to tylko dlatego, że kadrą B grał w moim rodzinnym mieście na otwarciu hali. A w trakcie turnieju polubiłam jeszcze jednego ich piłkarza, Brazylijczyka, Andersona Mollino da Silvę.
Anderson już na boisku wydawał się bardzo pozytywnym człowiekiem. Był też jedynym z Lubina zawodnikiem, z którym zrobiłam sobie wtedy zdjęcie. Odłożyłyśmy zdjęcia z zawodnikami Zagłębia na ostatni dzień turnieju, ale okazało się, że zaraz po nich grał Kalisz, więc nie czekałyśmy na lubinian, aż wyjdą, tylko wróciłyśmy na mecz. Wyjątkiem był wspomniany już Mollino, który wyszedł z hali. Zapewne dlatego, że w swoim meczu nie grał, spędził go siedząc na trybunie z lodem na kolanie. Bardzo chętnie zgodził się na wspólne zdjęcie, a później próbował zagadać, czy jesteśmy z Kalisza i czy gramy w piłkę ręczną. Gdy poinformowałyśmy go, że nie, to temat do rozmów od razu się urwał. Obserwując jego profil na instagramie zauważyłam, że uczy się polskiego, czym jeszcze bardziej u mnie zapunktował. Obcokrajowcy, którzy uczą się polskiego grając w naszych ligach mają specjalne miejsce w moim sercu. Plan był więc następujący - po meczu złapać Andersona i zebrać podpis na zdjęciu.
Mecz odbył się o obiadowej porze. PGNiG SuperLiga ma już do siebie to, że mecze w soboty i niedziele, transmitowane odbywają się o 13:00. Plusem tego jest to, przynajmniej dla mnie, że nie muszę śpieszyć się po meczu. Minusem? W Kaliszu pojawiam się nie półtorej godziny przed meczem, jak w przypadku tych o 18:30, ale ponad dwie. A tym razem jeszcze okazało się, że na mecz szłam sama, bez Zuzi. Autobus postanowił dziś spóźnić się tylko minutę, a na miejscu byłam ponad 5 minut przed czasem. Zwiedziłam Empik, a później udałam się spacerem na halę. Kolejne zmiany nastąpiły w sektorze - nowy drugi bęben, jak i bębny w ostatnim rzędzie, a nie w pierwszym jak zawsze. Nikt nie chciał siedzieć prawie rząd przed nimi, jednak ja zostałam na swoim stałym już miejscu. Byłam pewna, że przydadzą się stopery, ale okazało się, że wcale nie było tak źle i hałas wcale mi nie przeszkadzał.
Wynik? 28:24, więc kolejna ekipa wyjechała z Kalisza bez punktów. Zrewanżowaliśmy się za porażkę na terenie Lubinian. Był nawet moment, gdy prowadziliśmy 6 bramkami. Edin zamurował bramkę także. Bramkarze przeciwników, bo jednak się zmieniali, wybronili dwa karne. Na boisku też było gorąco, w pewnym momencie miałam wrażenie, że dojdzie do rękoczynów, po faulu na Moryto. Sędzia chyba momentami nie podejmował dobrych decyzji, a Bartek Jaszka szalał przy linii bocznej boiska i kulejąc komisarz podchodził i go upominał. Nowy zawodnik, Szpera tez pokazał się z dobrej strony. Pokrzyczałam, pomachałam szalikiem i flagą i mam nadzieję, że nie było mnie widać w telewizji. A jeśli było - przepraszam wszystkich, którzy musieli na mnie patrzeć :). Zuzia dotarła na mecz w 40 minucie, więc po meczu nie byłam sama.
Po meczu standardowo poszłyśmy pod wyjście. Lubinianie kazali po raz kolejny długo na siebie czekać. Telewizja zwijała swoje kable prawie tyle czasu, co wszystkim zawodnikom zajęło wyjście z szatni i dotarcie do autokaru. Czekałam na Andersona, czekałam, czekałam i... w końcu się doczekałam. Plan? Uśmiech na twarzy Brazylijczyka, gdy zobaczył zdjęcie? Oczywiście, że go nie zabrakło. Angielsko-polska rozmowa? I tak, rozgrywający Zagłębia od sierpnia nauczył się czegoś po polsku, o czym już wspomniałam i co sprawdziłam. Nie mogło też zabraknąć kolejnego zdjęcia.
W między czasie od ostatniego meczowego wyjazdu, Jastrzębie przegrało z Onico w Warszawie, więc pomysł wyjazdu do Wrocławia upadł od razu, jak zobaczyłam wynik meczu. Ominęłam też mecz siatkarek z Impelem Wrocław w Pucharze Polski w środę, przez naukę na studia. Dokładnie za 8 dni znów mecz w Kaliszu, tym razem przyjdzie zespół z Piotrkowa Trybunalskiego. I znów będzie transmisja. Mam nadzieję, że to nie ostatnia w sezonie.
Mecz odbył się o obiadowej porze. PGNiG SuperLiga ma już do siebie to, że mecze w soboty i niedziele, transmitowane odbywają się o 13:00. Plusem tego jest to, przynajmniej dla mnie, że nie muszę śpieszyć się po meczu. Minusem? W Kaliszu pojawiam się nie półtorej godziny przed meczem, jak w przypadku tych o 18:30, ale ponad dwie. A tym razem jeszcze okazało się, że na mecz szłam sama, bez Zuzi. Autobus postanowił dziś spóźnić się tylko minutę, a na miejscu byłam ponad 5 minut przed czasem. Zwiedziłam Empik, a później udałam się spacerem na halę. Kolejne zmiany nastąpiły w sektorze - nowy drugi bęben, jak i bębny w ostatnim rzędzie, a nie w pierwszym jak zawsze. Nikt nie chciał siedzieć prawie rząd przed nimi, jednak ja zostałam na swoim stałym już miejscu. Byłam pewna, że przydadzą się stopery, ale okazało się, że wcale nie było tak źle i hałas wcale mi nie przeszkadzał.
Wynik? 28:24, więc kolejna ekipa wyjechała z Kalisza bez punktów. Zrewanżowaliśmy się za porażkę na terenie Lubinian. Był nawet moment, gdy prowadziliśmy 6 bramkami. Edin zamurował bramkę także. Bramkarze przeciwników, bo jednak się zmieniali, wybronili dwa karne. Na boisku też było gorąco, w pewnym momencie miałam wrażenie, że dojdzie do rękoczynów, po faulu na Moryto. Sędzia chyba momentami nie podejmował dobrych decyzji, a Bartek Jaszka szalał przy linii bocznej boiska i kulejąc komisarz podchodził i go upominał. Nowy zawodnik, Szpera tez pokazał się z dobrej strony. Pokrzyczałam, pomachałam szalikiem i flagą i mam nadzieję, że nie było mnie widać w telewizji. A jeśli było - przepraszam wszystkich, którzy musieli na mnie patrzeć :). Zuzia dotarła na mecz w 40 minucie, więc po meczu nie byłam sama.
Po meczu standardowo poszłyśmy pod wyjście. Lubinianie kazali po raz kolejny długo na siebie czekać. Telewizja zwijała swoje kable prawie tyle czasu, co wszystkim zawodnikom zajęło wyjście z szatni i dotarcie do autokaru. Czekałam na Andersona, czekałam, czekałam i... w końcu się doczekałam. Plan? Uśmiech na twarzy Brazylijczyka, gdy zobaczył zdjęcie? Oczywiście, że go nie zabrakło. Angielsko-polska rozmowa? I tak, rozgrywający Zagłębia od sierpnia nauczył się czegoś po polsku, o czym już wspomniałam i co sprawdziłam. Nie mogło też zabraknąć kolejnego zdjęcia.
![]() | |
| Tak, porównajcie kolor mojej skóry, a Mollino. | Wygląda co najmniej śmiesznie. |
W między czasie od ostatniego meczowego wyjazdu, Jastrzębie przegrało z Onico w Warszawie, więc pomysł wyjazdu do Wrocławia upadł od razu, jak zobaczyłam wynik meczu. Ominęłam też mecz siatkarek z Impelem Wrocław w Pucharze Polski w środę, przez naukę na studia. Dokładnie za 8 dni znów mecz w Kaliszu, tym razem przyjdzie zespół z Piotrkowa Trybunalskiego. I znów będzie transmisja. Mam nadzieję, że to nie ostatnia w sezonie.


Gdyby się śnieg i tego typu sprawy, to bym się na tym meczu pojawiła (i zabrała Cię po drodze), a tak to trzeba odłożyć to na później. :)
OdpowiedzUsuń