poniedziałek, 7 maja 2018

1 maja, MKS - VIVE

   Mieliście plany na majówkę? Bo ja nie, przyznam się szczerze. Znaczy przez chwilę miałam, dawno temu, gdy jeszcze Korona Kielce walczyła w Półfinale Pucharu Polski, ale później wyrzuciłam sobie to z głowy. Więc o atrakcje tegorocznej majówki zadbał mój kaliski zespół. 

 Pierwszego dnia maja MKS podejmował zespół z Kielc. Było to takie piękne zamknięcie sezonu, bo nie oszukujmy się, takiej przewagi nie da się nadrobić. Poza tym Vive wygrało wszystkie mecze na ligowym podwórku w tym sezonie, a 13 maja przyjdzie im walczyć także o to, by wygrać wszystko w Pucharze Polski. Na to jednak przyjdzie czas, by tu pisać.

  W Kaliszu pojawiłam się wcześnie, bo jednak nie chciałam jechać InterCity, nie chciałam się martwić, że pociąg się spóźni, poza tym spodziewałam się tego, że będzie komplet publiczności, a myślę, że nawet nadkomplet patrząc to, ile miejsc było zajętych. Wysiadłam wcześniej, a nie przy galerii. Znalazłam wolną ławkę, wyciągnęłam książkę i tak spędziłam prawie godzinę, nim wyruszyłam na halę. Nie wiem, kiedy skończę "Plusy i minusy", ale książka była już ze mną w kilku miejscach, a ja dopiero przekroczyłam 70 stronę.  Kiedyś skończę...

   Hala pękała w szwach. Prezes MKSu wygadał się, że na meczu było trzy tysiące dwieście ludzi, a hala przez cały sezon w protokole meczowym była podawana jako mogąca na meczu zmieścić 2888 kibiców. 

  I choć przed meczem każdy znał wynik, a raczej zwycięzcę, to mimo wszystko chyba wszyscy dobrze się bawili. Ostatnie minuty cała hala oglądała na stojąco. Dla takich chwil warto było cały sezon chodzić na mecze. Warto było wydawać pieniądze na bilety na autobus, czy pociąg. Mimo niezbyt pasującego rozkładu jazdy. Gdy w Kaliszu pojawiałam się sporo czasu przed meczem, niezależnie od tego, czy był o 13, czy o 18:30.

 Trafienie Łukasza Zakrety, czyli jak spowodować jeszcze większy uśmiech na mojej twarzy. Bo mimo, że mecz przegrany, to.. to ja jestem z nich tak cholernie dumna...

I hej, będę tęsknić, już tęsknię! 


 Cóż, pisanie tutaj nie jest moją dobrą stroną. Jutro minął by tydzień od meczu, a ja jestem tu dopiero dziś. Bez zdjęć w tym wpisie bo.. bo właściwie nei wiem, czemu żadnego nie zrobiłam, nie licząc tych z piłkarzami VIVE Kielce...
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz