poniedziałek, 31 grudnia 2018

Wspominając 2018 rok.

Cześć,

   Równo rok temu pojawił się tutaj pierwszy wpis. Wtedy wspominałam miniony rok w formie krótkich opisów wyjazdów, teraz jednak prawie na bieżąco pisałam o wyjazdach, więc przyszedł czas na troszkę zmienioną formę wpisu.  Gdy zaczynam pisać, nie mam jakiegoś konkretnego pomysłu, jak będzie to wyglądało. 

   W trakcie mijającego już roku odwiedziłam takie miasta jak:
  • Gdańsk
  • Poznań
  • Jastrzębie Zdrój
  • Lubin
  • Łódź
  • Głogów
  • Gdynia
  • Legionowo
  • Warszawa
  • Wrocław
  • Kraków/Bochnia

    W większości przypadków wybierałam się na mecze. Towarzysko odwiedziłam Wrocław, cztery razy. Do Warszawy udałam się na koncert Eda Sheerana. Powinnam dodać jeszcze Kalisz, gdzie oglądam mecze miejscowego zespołu występującego w PGNiG Superlidze.W Krakowie byłam tylko przejazdem, gdy podróżowałam do Bochni.

Najdroższy wyjazd

 Wrocławsko-jastrzębski weekend, który odbył się w lutym.  Spora liczba kilometrów i godzin w pociągu, sobota wyrwana z życiorysu właściwie. Duża część budżetu tamtego wyjazdu została wydana na dojazd pociągiem. Ewakuacja galerii, czyli połowa filmu obejrzana. 700 kilometrów, czasami jestem szalona, ale.. cóż, do Jastrzębia Zdroju zawsze warto wracać.

Najtańszy wyjazd

   Jeśli brać by pod uwagę Kalisz, to we wrześniu wydałam niecałe 10 zł na mecz w Wisłą Płock, ale wtedy odbierali mnie rodzice, ponieważ chcieliśmy iść na zakupy w Galerii. Odrzucając też wyjazdy z Klubem Kibica najtańszym wyjazdem okazuje się ten na mecz Lecha Poznań z Górnikiem. Było to na początku kwietnia. W sumie wcale mnie to nie dziwi, Poznań jest najbliżej, nie licząc tego Kalisza.

Na wyjazdach....

.... najwięcej wydałam na: jedzenie! licząc autobus+pociąg+komunikacja miejsca, to dojazdy

.... najmniej wydałam na: komunikację miejską      noclegi, może dlatego, że w tym roku nocowałam tylko w Łodzi i Warszawie. Większość wyjazdów była jednak do Kalisza.
  
 Wyjazd, którego nie chcę zapomnieć

 I tu mam duży problem. Bo Gdańsk w styczniu, bo koncert Eda w sierpniu, bo Gdynia i Andy w listopadzie i.. .właściwie większość wyjazdów jest z tych, które lubię wspominać. Gdańsk i morze, i Ergo Arena. Ed, to Ed, Nancy Mulligan na żywo brzmi wspaniale. Z Gdynią jest ten problem, że mogłabym podzielić to na kilka części. Której nie chcę zapomnieć i którą chcę zapomnieć. Pomeczowa część jest tą, którą chcę pamiętać....

Wyjazd, który chce zapomnieć

.... z kolei tej części, gdzie trwał mecz... Najgorszy mecz Kalisza, na jakim byłam, nawet jeden z piłkarzy później nazwał go chyba najgorszym w Superlidze. No i panowie krzyczący w autobusie. Tak, to chce zapomnieć. 

Opóźnienia

   Często inni narzekają na opóźnienia pociągów, ale jak na razie chyba mam szczęście, bo pociągi przyjeżdżają w większości na czas, ewentualnie 15 minut spóźnione, by nadrobić to w trasie. Gdy jechałam do babci, pociąg w Krakowie był 10 minut przed czasem - przysnęło mi się, a obudziłam się w momencie, gdy pociąg dojeżdżał do Krakowa. Tak, PKP też potrafi zaskakiwać. Och, i wtedy bałam się, że 30 minut na przesiadkę to mało, a drugi pociąg był opóźniony o 20 minut. (W sumie 20 minut to nie dramat, więc nie byłam specjalnie zła). W Z kolei gdy wracałam kilka dni później - zrobiło się 20-30 minut opóźnienia. 

Debiuty

   Kaliska Arena jak i stadion w Poznaniu są już właściwie drugim domem. Gdzie więc pojawiłam się po raz pierwszy? ERGO Arena była planem od dawna, udało się dopiero w tym roku wybrałam się do Gdańska. W Gdyni pojawiłam się po raz pierwszy i mam nadzieję, że przed końcem sezonu się tam wybiorę. Nigdy wcześniej nie byłam też w Legionowie. Nowe miasta na sportowej mapie odhaczone, ale plany nadal są na kolejne. 
   Jednak nie było tylko debiutów halowych i miastowych. Pierwszy raz byłam na meczu piłki ręcznej kobiecej z racji finałów Pucharu Polski w Kaliszu. I na meczu polskiej kadry w piłkę ręczną.

Ulubione zdjęcie....

.... z siatkarzem


W tym roku nie było tych zdjęć wiele, więc wybieram to z Michałem Kubiakiem, bo... to Kubi, po prostu.
  

... z piłkarzem ręcznym


Bez chwili zawahania wybrałam to z Brazylijczykami. Może dlatego, że to naprawdę była fajna rozmowa? Albo dlatego, że dobrze było widzieć ich szczęśliwych?


.... z piłkarką ręczną



Tych z siatkarkami było jeszcze mniej, wybór był z może pięciu, padło na to powyżej.

Bilety, bilety, bilety



  W tym roku siatkarsko nie musiałam polować na żadne bilety. Nie znaczy to jednak, że nie musiałam o określonej godzinie pilnować tego, by te bilety udało się kupić. Po tym, jak byłam na koncercie Eda spodobało mi się na tyle, żeby zdecydować się, że teraz już naprawdę czas na Korteza. Koncert miał być w listopadzie, ale bałam się, że przez zajęcia coś nie wypali - i pierwotnie miałam mieć w tym dniu zajęcia, jednak przeniesiono je na inny dzień tygodnia - cóż, niestety zdążyły się wyprzedać. Niedługo po tym okazało się, że będzie kolejny w styczniu - kupiłam punkt 14. Chociaż kupowanie tych biletów nie było chyba taką walką, jak tych na Dawida Podsiadło w Jarocinie. Strasznie żałowałam, że koncerty w Poznaniu były o 20:30, bo nie miałam jak wrócić. Mama żartowała, że może przyjdzie gdzieś bliżej - kilka tygodniu później ogłosił nową trasę. A ja chcąc zrobić niespodziankę mamie - kupiłam dla nas bilety. Na zajęciach. Z telefonu. Dla mnie chyba nie ma rzeczy niemożliwych. 3 do 0 dla mnie Eventim w tym roku.


Jeden miesiąc bez meczu

   Tylko w lipcu nie byłam na żadnym meczu. A może na takim oficjalnym - byłam na sparingu Kalisza z Zagłębiem. Chyba wynik był bardzo zbliżony, ale teraz już nie pamiętam. Meczowo nie mogę więc narzekać - 32 meczowe dni, czyli... 1/12 roku, brzmi nieźle! Cztery mecze oglądałam w marcu i kwietniu, tylko jeden w grudniu.


~~~

  To był naprawdę dobry rok. Były nowe znajomości, było naprawdę dużo meczów, jeszcze więcej wydatków, ale wiem, że było warto. Wspomnień nie zabierze mi nikt. Były zdjęcia, były wesołe rozmowy, było jeszcze więcej planów. 

 

  Nadal chcę odwiedzić Olsztyn, Bydgoszcz, Gdańsk. Miała być też Gdynia, ale w Arce nie ma Brazylijczyków, więc troszkę pękło mi serce. W styczniu było sympatycznie i było mi przykro, że się więcej nie zobaczymy. Los sprawił, że mogłam oglądać grę Zagłębia w kwietniu w Lubinie, a później w Kaliszu, zamienić kolejne kilka zdań, zjeść kawałek pizzy i dowiedzieć się, że może jeszcze będzie kolejne 'see you soon', cieszyć się z tego, że zostaje. Zobaczyć wygraną jego zespołu, by później... dowiedzieć się, że nie dokończy sezonu w Polsce.  Nic chyba nie poradzę na to, że zbyt szybko przywiązuje się do ludzi. Staram się rozumieć jednak jego decyzję. Bo najważniejsze jest być szczęśliwym.

  A ja w tym roku miałam naprawdę dużo chwili szczęścia. Rok temu też obiecałam sobie, że postaram się tu pisać systematycznie - nie wyszło mi to. Nadal mam kilka zaległych wpisów, może uda mi się je nadgonić i.. w kolejnym roku bywać tu częściej?