piątek, 16 marca 2018

14 marca, ENERGA MKS Kalisz - Azoty Puławy

   Maraton z meczami w moim wykonaniu trwa w najlepsze. Co po wpisach też widać - od 10 lutego co weekend gdzieś pojawiam się na meczu. MKS z Wybrzeżem, Lech z Pogonią, Jastrzębie z Indykpolem, MKS z Chrobrym, MKS z Górnikiem. Teraz trochę odeszłam od weekendów, bo przyszła pora na mecz w środku tygodnia, w środę. Piłkarze ręczni rozegrali swój mecz 1/8 Pucharu Polski. Przyszło im się zmierzyć z zespołem z Puław. To zespół, o którym wspominałam w poprzednim wpisie, gdy uważałam, że wyjadą z punktami z Kalisza, chociaż nie powinnam tak myśleć. Ale to był mecz Pucharowy, tutaj nie zabiera się punktów, tylko awans do kolejnej rundy spotkań. Poprzednie dwa mecze Pucharu Polski chłopacy grali na wyjeździe. Raz nawet robiono wyjazd, ale... byłyśmy wtedy w Gdańsku i nad morzem w weekend. 

  Azoty Puławy brały udział we wszystkich trzech turniejach Szczypiorno Cup na których byłam, więc to nie było nasze wspólne pierwsze spotkanie. Wygląda na to, że właściwie... siódme. Twarze więc były przynajmniej znajome dla mnie. To mój pierwszy sezon, gdy więcej oglądam(nawet jeśli to tylko te mecze na których jestem), więc połowy zawodników z drużyn przeciwnych nigdy nie widziałam na oczy. Znam tylko tych starszych zawodników, którzy kilka lat temu grali w reprezentacji. Nadal pamiętam, jak mocno się zdziwiłam, gdy okazało się, że Arek Moryto jest rocznikowo o rok młodszy, bo byłam pewna, że on przynajmniej o rok, ale jest ode mnie starszy. Dobrze więc zobaczyć kilku zawodników, których nie muszę wyszukiwać w internecie, bo nie wiem, co to za ludzie. 

  Z racji, że mecz odbywał się w środę, najpierw musiałam przeżyć na uczelni. Całe szczęście, że studiuje w Kaliszu i zajęcia kończę wcześniej. Na tyle wcześniej, że jest 15:30, więc nie opłaca mi się wracać do domu, bo byłabym o po 16, a o 17:14 wracałabym do Kalisza, była o 18 i dotarła na mecz na ostatnią chwilę, gdy nie byłoby już miejsca na hali.Kończę je jednak w tym momencie, gdy odjeżdża autobus do miasta. Kolejny miał być za pół godziny, więc zrobiłam sobie spacer, by bezczynnie nie czekać. Oczywiście kolejny autobus się spóźnił, w momencie, gdy poprzedni był na czas, złośliwość? Dotarłam do galerii, gdzie odebrałam zdjęcia, wstąpiłam do sklepu standardowo po wodę, poszłam na kolejny autobus i już w końcu dotarłam na halę.

  Docieranie na halę po 17 sprawia, że mam do meczu dużo czasu. Z jednej strony to męczące, gdy tyle czasu czekam, z drugiej co innego mogłabym robić? Zajmuje sobie samej miejsce w 2 rzędzie.



  Początek meczu wcale nie pokazywał tego, że przegramy 10 bramkami. Po ostatnim gwizdu na tablicy wyników 18:28. A po jakiś 10 pierwszych minutach było 3:1. Przynajmniej 2 karne obok bramki pokazują, jak dziwny był to mecz. Obie drużyny nie radziły sobie z karnymi. Sędziowie? Pajace. Ostatnio na meczach za bardzo się denerwuje, piłka ręczna weszła zdecydowanie za bardzo.

   Wracałam z meczu zła, zmęczona, głodna i z bolącym gardłem. Jutro kolejny mecz, powolu nie wyrabiam się z wpisani, za dużo meczów. O ile dotrę do Kalisza, bo pogoda nie jest najlepsza... 


 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz