poniedziałek, 30 kwietnia 2018

29 kwietnia, MKS - Legionovia


    Z siatkarskimi wpisani wpadam tutaj zdecydowanie rzadziej, niż z piłki ręcznej. To tak naprawdę był mój trzeci siatkarski mecz w tym roku, mało? Pierwszy siatkarek. I właściwie, to dzień wcześniej powiedziałam już, że na mecz nie jadę, by jednak w dniu meczu rano zmienić zdanie i kupić bilet na pociąg do Kalisza. Mój towarzysz, Grzesiu, był już w Kaliszu, więc to ja miałam dojechać. Zgadnijcie, kto oprócz mojego pociągu, się spóźnił? Czasami myślę, że nam nie będzie dane spotkać się punktualnie, powoli się przyzwyczajam, chociaż nadal jestem poirytowana. 

  Bilet z meczu posiadam, ponieważ dostaliśmy dwa bilety od pana pod halą. Sama mogłam skorzystać z mojego karnetu, który obowiązuje... właściwie obowiązywał na mecze siatkarek. 


  Przyznam szczerze, że przed meczami byłam przekonana, że drużyna z Legionowa jest do pokonania. Naprawdę sądziłam, że siatkarki z Kalisza są w stanie wygrać i awansować do Ligi Siatkówki Kobiet. Cóż, dobrze, że nie postawiłam na to kasy, bo żałowałabym i to bardzo. Wczorajszy mecz zakończył się wynikiem 3:1 dla przyjezdnych. Wygrały dwa poprzednie mecze u siebie, więc mogły świętować pozostanie w lidze.  

  Były kamery challangowe, które dodawały emocji, szkoda, że siedziałam wysoko i niestety sędzia, który oglądał powtórkę akcji mi wszystko zasłaniał. Był Dominik Witczak z żoną i synkiem(?).  Obok siedzieli rodzice  Ani Korabiec i prawie jestem pewna, że jej tata był w Jelczu-Laskowicach, bo byliśmy pewni z Grzesiem, że gdzieś już go widzieliśmy. Cóż, Ligi Siatkówki Kobiet w Kaliszu na tę chwilę nie ma, chociaż kto wie, czy nie zostanie wykupiona licencja?


  Ostatni dzień kwietnia, więc powinnam wrzucać post z wspomnieniami meczowymi z tego miesiąca, ale pojawią się one... na początku maja. No gdzieś tak pod koniec tygodnia. Bo jutro też jest mecz!

  Ćwierćfinał z VIVE Kielce, to będzie ciekawe. Na pewno! Wrócę więc tu z postem w środę/czwartek z tego meczu, a później uporam się z kwietniowymi wspomnieniami. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz