Po dwóch tygodniach miło wraca się na halę. Tym bardziej, jeśli rozpoczyna się właśnie szalony czas meczu co weekend. W Kaliszu co prawda za tydzień meczu nie ma, ale najwyższy czas, by odwiedzić Poznań, także jeśli tylko mi nic nie wyskoczy, to za tydzień będzie piłkarskie wspomnienie. A później? Pięć weekendów z piłką ręczną. Czy życie może być piękniejsze?
Ten tydzień był troszkę ciężki, więc perspektywa meczu w sobotę wydawała się piękna. W poniedziałek wygrałam bitwę z Systemami Wbudowanymi, które w sumie nie okazały się takie trudne, jak spędziłam godzinę w niedzielę, żeby się nauczyć. Swoją drogą, to chyba było kolokwium na które się najdłużej uczyłam w tym semestrze. To chyba nie jest coś, czym powinnam się chwalić, ale hej, ważne, że w końcu zdane, prawda? Czasu do radości nie było wiele, bo kolejnego dnia była bitwa numer dwa tego tygodnia - Programowanie Obiektowe. Kolejne zwycięstwo w tym tygodniu. I nie, tym razem nie uczyłam się godzinę! Kamień spadł po tych dwóch dniach z serca, bo przede mną pozostał jeden egzamin, z którego miał być dopiero pierwszy termin. I bez względu na jego wynik mogłam zacząć w końcu realnie myśleć o tym, że jednak na czwarty semestr studiów dotrwam. I tak odpoczywałam od nauki resztę wtorku, całą środę. Dopiero w czwartek, dzień przed egzaminem rozpoczęłam naukę. Patrząc na to, ile się uczę w tym semestrze, to strach pomyśleć, jak dobre oceny mogłabym mieć, gdybym uczyła się kilka dni, a nie kilkanaście minut. (I w sumie na piątkowy egzamin na pewno uczyłam się dłużej, niż godzinę. Czasami jednak mi zależy).
Więc kiedy wstałam rano w sobotę wiedziałam, że to będzie dobry mecz! I dobry dzień. Mimo, że wyniki egzaminu miały się pojawić dopiero wieczorem, to i tak sprawdzałam, czy się nie pojawiły wcześniej. I nie, nie pojawiły. Dopiero wracając z meczu zobaczyłam, że zdałam. Koniec sesji. Tydzień wolnego, a później zaczynamy od nowa. Plan na semestr też jest - zawsze mogło być gorzej.
No, ale miało być o meczu. Wybaczcie!
Na mecze o 18:30 jeżdżę pociągiem. Intercity. 30 minut i jestem w Kaliszu, brzmi wspaniale, prawda? Przewozy Regionalne zawiozą mnie do Kalisza przez Ostrów Wielkopolski, dodatkowo to półtorej godziny podróży, bo kilkunastominutowy postój w Ostrowie. To chyba logiczne, dlaczego wybieram nieco droższe Intercity? (No i też dlatego, że autobus mam o 14:54, o 16:00 w Kaliszu, kiedy pociąg wyjeżdża o 16:31 i o 17:00 jest na miejscu). Bilet kupiłam, miałam czekać 40 minut u mnie na dworcu, ale udało mi się znaleźć podwózkę. Na hali pojawiłam się około 17:30, udało mi się znaleźć jakieś miejsce w naszym sektorze. Ale do meczu i tak zostało dużo czasu. A gdy się zaczął, to jakoś tak.. szybko mijało, chociaż bramek wcale nie było tyle, ile by się chciało. Momentami piłka nie chciała wpaść do bramki. Na przerwę MKS schodził z jednobramkową stratą, choć była możliwość remisu, ale nie trafiliśmy karnego. Drugą połowę zaczęliśmy jednak świetnie i zyskaliśmy kilku-bramkową przewagę. I powinno być już spokojnie. Cztery punkty powinny zostać w Kaliszu. Piłka ręczna i spokój? Nerwówka, ale jednobramkowe zwycięstwo! Aż troszkę żal, że za dwa tygodnie na meczu mnie nie będzie.
Trenerem Wybrzeża Gdańsk jest Marcin Lijewski. Więc plan był, by wrócić ze zdjęciem. Najpierw zniknął nam z oczu. Później czekałyśmy w korytarzu, zbliżała się godzina, w której powinnam zacząć myśleć o tym, żeby ruszyć na przystanek. I jest, przyszedł.. z dworu, kiedy on tam zniknął, nie wiem. Zapytałam, usłyszałam - zaraz. No okej, mam jeszcze kilka minut. Ile trwało to zaraz? Około 10 minut i już prawie wychodziłam, już pogodziłam się z brakiem zdjęcia, gdy wrócił. Szybkie zdjęcie, po którym zdecydowanie widać, kto miał po meczu więcej powodów do radości.
Postanowiłam, że za zwycięstwo z sesją warto wymyślić jakiś szalony wyjazd. Mecz Jastrzębia z Olsztynem? Brzmi wspaniale. Trochę kombinowania, ale przed wyjazdem do Kalisza kupiłam bilety na pociąg do Katowic, zostały tylko te na mecz. Dlatego opuszczę mecz piłki ręcznej za dwa tygodnie. Terminarze mnie nienawidzą nadal, ale trudno, przecież nie mam czego żałować, prawda?
No, ale miało być o meczu. Wybaczcie!
Na mecze o 18:30 jeżdżę pociągiem. Intercity. 30 minut i jestem w Kaliszu, brzmi wspaniale, prawda? Przewozy Regionalne zawiozą mnie do Kalisza przez Ostrów Wielkopolski, dodatkowo to półtorej godziny podróży, bo kilkunastominutowy postój w Ostrowie. To chyba logiczne, dlaczego wybieram nieco droższe Intercity? (No i też dlatego, że autobus mam o 14:54, o 16:00 w Kaliszu, kiedy pociąg wyjeżdża o 16:31 i o 17:00 jest na miejscu). Bilet kupiłam, miałam czekać 40 minut u mnie na dworcu, ale udało mi się znaleźć podwózkę. Na hali pojawiłam się około 17:30, udało mi się znaleźć jakieś miejsce w naszym sektorze. Ale do meczu i tak zostało dużo czasu. A gdy się zaczął, to jakoś tak.. szybko mijało, chociaż bramek wcale nie było tyle, ile by się chciało. Momentami piłka nie chciała wpaść do bramki. Na przerwę MKS schodził z jednobramkową stratą, choć była możliwość remisu, ale nie trafiliśmy karnego. Drugą połowę zaczęliśmy jednak świetnie i zyskaliśmy kilku-bramkową przewagę. I powinno być już spokojnie. Cztery punkty powinny zostać w Kaliszu. Piłka ręczna i spokój? Nerwówka, ale jednobramkowe zwycięstwo! Aż troszkę żal, że za dwa tygodnie na meczu mnie nie będzie.
Trenerem Wybrzeża Gdańsk jest Marcin Lijewski. Więc plan był, by wrócić ze zdjęciem. Najpierw zniknął nam z oczu. Później czekałyśmy w korytarzu, zbliżała się godzina, w której powinnam zacząć myśleć o tym, żeby ruszyć na przystanek. I jest, przyszedł.. z dworu, kiedy on tam zniknął, nie wiem. Zapytałam, usłyszałam - zaraz. No okej, mam jeszcze kilka minut. Ile trwało to zaraz? Około 10 minut i już prawie wychodziłam, już pogodziłam się z brakiem zdjęcia, gdy wrócił. Szybkie zdjęcie, po którym zdecydowanie widać, kto miał po meczu więcej powodów do radości.
Postanowiłam, że za zwycięstwo z sesją warto wymyślić jakiś szalony wyjazd. Mecz Jastrzębia z Olsztynem? Brzmi wspaniale. Trochę kombinowania, ale przed wyjazdem do Kalisza kupiłam bilety na pociąg do Katowic, zostały tylko te na mecz. Dlatego opuszczę mecz piłki ręcznej za dwa tygodnie. Terminarze mnie nienawidzą nadal, ale trudno, przecież nie mam czego żałować, prawda?

Ile to szczęścia mogą dać wyjazdy, mecz i ile świetnych znajomości dzięki temu można nawiązać :) Zazdroszczę zdjęcia z Lijkiem (już Ci to pisałam), no i niesamowicie się cieszę, że już w niedzielę się widzimy! :)
OdpowiedzUsuńPS Super, że nadal piszesz!